Szukaj na tym blogu

niedziela, 11 stycznia 2026

Takie tam

 Nowy rok. Podobno nowy początek, więc bardzo bym chciała, żeby był po prostu lepszy niż 2025. Tamten był dla mnie najgorszy w życiu pod względem zdrowia i naprawdę mocno mnie przetargał. Fizycznie i psychicznie.

Moje życie płynie teraz dość nudno i przewidywalnie. Wtorki i czwartki to praca. Poniedziałki, środy i piątki to dializy. Już jakiś czas temu wkłuwają się w przetokę. No nie jest to przyjemne i czasami proszę o dializę na cewniku. Smaruję rękę maścią Emla, żeby było mniej bólu, bo czasem tego bólu jest zwyczajnie za dużo jak na jednego człowieka.

Niestety od jakiegoś czasu sztywne palce. Najpierw w lewej ręce z przetoką. Niestety pod koniec listopada przeszłam strasznie bolesne zapalenie nadgarstka w prawej ręce i po tym zaczął mi sztywnieć mały palec u prawej ręki a teraz i następne.  Zaczynam kolejną wędrówkę po gabinetach. Neurolog ma pomóc w ewentualnej diagnozie polineuropatii polekowej. Reumatolog podejrzewa, że problem może wychodzić z kręgosłupa. Ortopeda z kolei widzi tu możliwą cieśń nadgarstka. Profesor chirurgii naczyniowej wykluczył, że to efekt kradzieży krwi przez przetokę, więc szukamy dalej. 

Jutro wizyta w Lux Med u neurologa oraz badania zlecone przez reumatologa. Łączny koszt około 900 zł. Zapisy do neurologa na cito na NFZ w Warszawie to termin październik 2027.

Muszę stosować dietę dializacyjną. Jest bardzo uboga i wymagająca ogromnej uważności. Fosforany i potas są właściwie wszędzie. Mam podwyższony poziom jednych i drugich, mimo że naprawdę wystrzegam się zabronionych produktów. Przez wysoki poziom fosforanów swędzi mnie całe ciało i bywa to bardzo męczące. Najlepiej jakbym jadła cebulę z sałatą skropioną cytryną na białym pieczywie.

Muszę też bardzo pilnować ilości płynów. Każdy nadmiar może skończyć się obrzękami, wodą w płucach i problemami z oddychaniem. Wypijam około sześciuset mililitrów dziennie plus woda zawarta w jedzeniu. Owoce ograniczyłam do około dwustu, maksymalnie dwustu pięćdziesięciu gramów na dobę, choć czasem pozwalam sobie na małe poluzowanie. Trzeba pamiętać, że woda jest praktycznie w każdym produkcie. 

Na dializach ostatnio mocno spada mi ciśnienie. Czasem nawet o kilkadziesiąt jednostek. Znam już swój organizm. Gdy spada powoli, zaczynam bardzo ziewać. Ostatnio jednak dwa razy spadło mi nagle. Miałam mroczki przed oczami i wołałam pielęgniarki, żeby zmierzyły mi ciśnienie. Wtedy podają przez maszynę sód w ilości około dwustu do dwustu pięćdziesięciu mililitrów. Potem głowa w dół, nogi w górę i czekanie, aż organizm wróci do równowagi.

Powoli zaczynam też kwalifikację do przeszczepu. Powoli to tutaj kluczowe słowo. Terminy do lekarzy na NFZ są bardzo odległe, a ja nie chcę i zwyczajnie nie mam z czego płacić ogromnych pieniędzy, żeby wszystko przyspieszać. Z drugiej strony prawie 40 lat płaciłam na NFZ a nigdy nie korzystałam z państwowej opieki medycznej, prócz kilku wizyt u internisty. 

Mimo wszystko mam nadzieję. Cichą, ostrożną, ale prawdziwą. Że ten nowy rok będzie łaskawszy. Że da trochę oddechu. Że przyniesie więcej dobra niż bólu. I że jeszcze przyjdzie czas, kiedy zamiast planować badania i dializy, będę planować zwyczajne, życiowe przyjemności. Ze jeszcze będę podróżować.

Na razie uczę się cierpliwości. I tego, żeby mimo wszystko nie tracić wiary.



niedziela, 7 grudnia 2025

Powitanie

 Witam Was serdecznie na moim pierwszym blogu!

Po wielu latach spędzonych na Vitalii, gdzie z ogromną przyjemnością czytałam pamiętniki wybranych dziewczyn, trudno mi sobie wyobrazić codzienność bez tego rytuału. Byłam tam znana jako Izabela19681, więc jeśli ktoś mnie kojarzy – bardzo mi miło, że trafiliście tutaj. 🤍

Kiedy ogłoszono, że pamiętniki na Vitalii nie będą kontynuowane od 15.12.2025, poczułam smutek i pustkę. Przez lata stały się częścią mojego dnia, takim cichym towarzyszem przy porannej herbacie. Nic dziwnego, że – podobnie jak wiele z Was – podążam teraz za dziewczynami na Blogera, bo trudno tak nagle zmienić wieloletnie przyzwyczajenia.

Moja nazwa na Blogerze ma dla mnie szczególne znaczenie – wybrałam ją ku pamięci mojej koteczki, która odeszła rok temu. Chciałam, by w jakiś sposób nadal była blisko mnie, nawet symbolicznie. Ten blog jest więc także drobnym hołdem dla niej.

Muszę też przyznać, że nie jestem typem pisarza. Nigdy nie planowałam prowadzić własnego bloga, ale moja sytuacja zdrowotna się zmieniła, więc może dobrze mi zrobi, jeśli od czasu do czasu coś napiszę. Nie perfekcyjnie, nie literacko – ale szczerze, po prostu po mojemu.

Mam nadzieję, że to miejsce stanie się spokojnym zakątkiem, w którym będzie nam wszystkim dobrze.
Dziękuję, że tu jesteś. 🤍

Do zobaczenia w kolejnych wpisach!



Takie tam

  Nowy rok. Podobno nowy początek, więc bardzo bym chciała, żeby był po prostu lepszy niż 2025. Tamten był dla mnie najgorszy w życiu pod wz...